Monday, April 20, 2009

Pewnie nie zbyt szybko się tu coś nowego pojawi. Joasia z Marianką i Martusią bawią u rodziny w Krakowie, Mich rozpoczął pracę w Wawie i pewnie tam ugrzęźnie na dłużej. Zapychamy się pysznym polskim żarełkiem, napawamy się słoneczną pogodą i cieszymy się swojskim otoczeniem.

Thursday, April 16, 2009

W Polsce!

No, to orzeł wylądował. Na wszystkie łapy, a nawet i na łeb na szyję.
Po zdaniu domu w Walii, podróży autem przez Europę (i zakupie po drodze drugiego samochodu), dwóch wizytach - dzięki Parki i Sabine, oraz całej ekipie szczecińskiej! dotarliśmy do rodzinnego gościnnego Gdańska. Córeczki powitały nas ze sporym entuzjazmem, lecząc pewne nasze wcześniejsze niezdrowe rozczarowanie spowodowane faktem, że zbytnio nie objawiały tesknoty za rodzicami przez te 10 dni u Dziadków.
Święta w Toruniu, załatwianie papierów i urzędów (tak, to nie jest takie proste, nie da się zwyczajnie przyjechać i już) i przygotowywanie się do przenosin do/pod Warszawę.
Poniżej parę nieskładnych fot z ostatnich dni.



I w Gdańsku i w Toruniu wnuczki i ich rodzice wypróbowują granice cierpliwości Dziadków - dziękujemy za wyrozumiałość i gościnę!

Apoteoza kiczu, czyli byliśmy w wesołym miasteczku. To działa - dzieciasy aż piszczały z uciechy

No, a teraz kłusik - jazda w Polskę!

Last, but not least. We would like to thank all our friends for the great time we had in Talybont. We did experienced extremely warm welcome, fantastic stay and emotional farewell.
Basically, we had exceptionally wonderful time in Wales, and thank you all great people we were meeting there every day. We will miss that experience.
All the best, God bless, and hope to see at least some of you again one day -
keep in touch.

Wednesday, April 01, 2009

Lecą głowy za koszmarne kolejki przy żłobkach

... a niech lecą. Chociaż problem polega nie na kolejkach, tylko na braku miejsc w żłobkach. Głowy powinny polecieć zatem tym, którzy nowych miejsc nie tworzą, lub robią to nieefektywnie.
Nam na szczęście się udało - dzięki dwóm Wojtkom, Martusia została zapisana jako numer 1! Mało tego, pani dyrektor żłobka w blaskach fleszy i przy włączonej kamerze telewizyjnej oświadczyła, że Martusia na pewno się dostanie.
Więcej na temat tej checy na TVN24 i TVN Warszawa

Tuesday, March 31, 2009

Pojechały

Babcia Ela zabrała nasze gwiazdy do Gdańska. O dziwo, nie marudziły, były grzeczne w samolocie i na miejscu. Trzymamy kciuki i gratulujemy Dziadkom odwagi!


Parę ostatnich fotek

Pożegnanie z kominkiem

i sentymantalny widoczek z Black Mountain

Żłobek Martusi, czyli jaja po nadwiślańsku

Żeby dostać się do państwowego żłobka trzeba stanąć w kolejce z prawdziwego zdarzenia. W kolejce, która swoimi tradycjami sięga co najmniej tak daleko, jak daleko w realiach komunistycznego absurdu pozostała mentalność biurw i biurwokratów, którzy jak się okazuje wciąż podejmują decyzje.
Otóż zapisy do żłobka na przyszłą jesień rozpoczynają się 1 kwietnia (no chyba, że to straszny żart) o godzinie 7.00 rano. Jak przystało na cywilizowane społeczeństwo epoki superszybkich komputerów i lotów na księżyc: kto pierwszy, ten lepszy. Jednak trzeba przyznać, że i ta wiekuista reguła, może być tylko pobożnym życzeniem, bo nie wiemy na ile będzie ona zmodyfikowana współczesnym łapówkarstwem.
Panie żłobkowe, widząć co się święci i zwiekszające się z roku na rok zainteresowanie miejscami, rokowały co najmniej 2 dni stania w kolejce dzień i noc.
Wiedzeni instynktem (od maleńkości karmionym masłem na kartki) postanowiliśmy zaangażować dwie młode osoby do zajęcia miejsca w kolejce i złożenia wniosku do żłobka. Młodzież epoki wczesnego kapitalizmu (pewnie karmiona już Ramą) też nie jest w ciemię bita, a wyposażona w auta i telefony komórkowe, objęła monitoringiem upatrzone pozycje już w 3ciej dobie przed dniem zapisów. Po skrupulatnie zaplanowanej akcji desantu nocnego zajęli PIERWSZE MIEJSCE W KOLEJCE O ŻŁOBEK!!!
Chłopaki stoją i czekają na zbawienne otwarcie drzwi o 7.00 rano.
Strasznie się czuję jak to piszę. Nie tylko dlatego, że ich tam wysłaliśmy i cierpią przedwczesne męki czyśćcowe (a nie my). Ale też dlatego, że oni swój cenny czas, sen, odpoczynek, możliwość robienia czegoś pożytecznego marnują stojąc w idiotycznej kolejce, tak jak co najmniej tysiące innych osób w Warszawce i okolicach, tylko dlatego, że jakiś kretyn bezmyślnie, bezkarnie i bez najmniejszego respektu do ludzi i ich czasu, przyjął taki jaskiniowy 'system' naboru. I tak ponoć od paru już lat przed stołecznymi żłobkami tysiące ludzi, w ten sposób właśnie traci czas, chęć do życia i szanse na przysporzenie swoją pracą w tym czasie dochodu narodowego (a pewnie, że tak).
Chwała chłopakom, że i bystre i twarde są, a w dodatku widać, że poradzą sobie w każdych warunkach.
Dziękujemy!
Martusia i Marianka z rodzicami

PS Tytuł krókiego reportażu z Życia Warszawy Zapisy do żłobka, czyli witamy w PRL ma dla nas dodatkową wymowę. A, i pomylili się nieco, bo nasze chłopaki twardo stali tam już od 2.30 w nocy z poniedziałku na wtorek, po wcześniejszym całodziennym prowadzeniu zwiadu.

Wednesday, March 18, 2009

Wiosna, czas przylotów ;)

Zaczynamy odliczanie. Dziewczyki lecą z Babcią Elą do Gdańska już 31go marca. Zaraz potem pakujemy graty i wysyłamy transportem do Polszy. W okolicach 6 kwietnia pożegnamy się z Walią i zamkniemy nasz brytyjski rozdzialik, żeby zderzyć się z polską rzeczywistością.

Jedno z naszych dwóch światełek w tunelu (drugie znów przespało zdjęcie)

Już zaczynają się pożegnania. Odwiedzili nas po raz ostatni tutaj, Anneli i Michael (rodem z Tasmanii zresztą), starzy przyjaciele jeszcze z czasów pracy w RSPB, z Wiltshire. Thanks for visiting us the very last time on the British soil. And we can't wait to see you in Poland some time. All the best!

Na pewno za Walią zatęsknimy. Dobry to był czas, dobre doświadczenie.
A za Maciejem Zembatym: Dzisiaj tu, jutro tam, każda radość krótko trwa, dobrze z Tobą było nam, więc śpiewajmy dzisiaj tu, a jutro tam

Thursday, March 12, 2009

Klamka zapadła

Postanowiliśmy wrócić do radosnego kraju nad Wisłą. Bardzo cieszymy się na spotkanie z Wami!
W głowie teraz pozamykanie wszystkiego tutaj, pakowanie, przeprowadzka i próba odnalezienia się w Polsce.
Wiemy, że będzie trudno, ale nie po to się przecież żyje, żeby jeść, czy żeby cieszyć się chwilowym ciepełkiem i świętym spokojem.




Rzuciły się do grabi, jakby dotarło do nich, że marne szanse na ogródek w nowym miejscu


No tak, wesoło im, bo to nie one będą stały w kolejce dniem i nocą do zapisania Martusi do żłobka... Warszawa, Panie! - oczywiście jeśli najpierw uda się nam zapisać do komitetu kolejkowego (więcej tutaj).

Sunday, March 01, 2009

Teraz Polska - ?

Nie obiecujemy nawału kolorowych zdjęć w najbliższym czasie, bo ostro dyskutujemy i móżdżymy nad kwestią rychłego powrotu do kraju nad Wisłą (sic!)
Serdecznie zapraszamy, jakby ktoś miał ochotę tu przyjechać i pomóc w pakowaniu :)

Sunday, February 22, 2009

Wiosna w Bristol Zoo

a w Polszcze ponoć mrozy i śniegi...


Jak widać dużo zdjęć nie robiliśmy, a dzieciaki szalały. Naprawdę fajne zoo, wszystko przedstawione z głową, ciekawie, niemal na dotyk i bez smutnych zwierzaków za wielkimi kratami. Popularne miejsce, jakby cały Bristol postanowił spędzić słoneczną sobotę tam na pikniku.


Friday, February 20, 2009

Aniele Boży, stróżu mój


Marian już ładnie nawija i wymyśla niestworzone historyjki, jak np. 'Wiesz, jakaś malutka facetka coś narabiała w ogródku, wiesz?' A Martusia dawno mówi 'mama', 'tata', 'papa', 'to', 'tak', 'nie-e', dziś powiedziała 'ka-kao', gdy Marianka piła, no i naśladuje różne zwierzaki... Ciągle jej zęby idą i marudzi, choć da się żyć.
Nieoceniona Babcia Helena bedzie od nas wyjeżdżać na początku marca, po długim pracowitym babcinym stażu (od połowy grudnia!). Co z nami będzie? ;)

Tuesday, February 10, 2009

Ma to we krwi

Wracam [Michu] z Marianką z wieczornego spaceru. Gdzieś daleko w ciemności odzywa się czapla lecąca pewnie wzdłuż rzeki na noclegowisko. Marianka zatrzymuje się i pyta 'Co to? co to?'. Ptak odzywa się z daleka i z zupełnej ciemności, więc nie wiem czy, w ogóle o niego jej chodzi. Pytam 'ale co? co Marianko?', a Marianka od razu: 'czapla!'. Mnie zamurowało, bo naprawdę dawno pokazywałem jej czaple, hen daleko nad łąkami, nawet nie będąc pewnym czy je widzi, jakieś 2 miesiące temu. Nie przypominiam sobie, żeby ptaki się wtedy odzywały, ale może. Ona rozpoznaje wizualnie i nazywa rudziki, wróble, kosy, kawki, a niedawno cieszyła się oglądając mysikrólika. Ale żeby rozpoznać tylko po głosie ptaka, którego nie widziała z dobre 2 miesiące... Ma 2,5 roku. Cudowne są właściwości dzieciaków.

Thursday, February 05, 2009

Na wyraźne i ponawiane życzenie próbnie odblokowujemy moderowanie komentarzy. Dlatego teraz łatwiej jest dodawać komentarze pod postami, niż dotąd :) Jednak w przypadku ewentualnej uciążliwości ze strony spamerów, wrócimy do moderowania.

Wednesday, February 04, 2009

Już dobrze

Pobliskie Llangorse wczoraj

Gorączka spada, zęby już prawie wyszły, marudy zdaje się, że przestają marudzić, drogi odśnieżane i chyba nawet do pracy trzeba będzie pójść ;) Wszystko wraca do normy

Trochę więcej wolnego czasu pozwoliło na wrzucenie zdjęć ze Snowdonii, z niedawnego wyjazdu Micha na północ Walii - zapraszamy zatem na nietylkoptaki.blogspot.com

Tuesday, February 03, 2009

Zimowa jazda

Rotawirus, zbijanie gorączki, łapanie wymiocin, określanie konsystencji kupona, dopajanie dzieciaków i ząbkowanie (obie dolne 3.ki u Martusi) - to obecnie tematy na topie. I tylko te w zasadzie od paru dni.



Bez tych naszych Babć, byłoby naprawdę krucho. Babcia Helena pożegna nas zdaje się w połowie lutego, więc teraz liczymy na przyjazd Babci Eli... :)

No, czy tak nie może być częściej? Trzy zimy w Brytfanii spędziliśmy, ale dopiero teraz wygląda naprawdę jak zimową porą. Ogródek nie do poznania i nawet bałwana dało się przed wejściem do domu postawić. Oczywiście tutaj taka zima to stan wyjątkowy, 12cm śniegu i od 18tu lat takiej zimy nie było. Dobra nasza. Szkoły pozamykali a i niejeden dorosły do pracy dojechać nie mógł (w leśnictwie wszyscy :). Brecon, najbliższe miasto, odcięty - drogi pozamykane. Ludziska siedzą w domach i nosami szyby wycierają. No i w końcu od długiego czasu gadają o czymś innym niż o głębokiej recesji.

Sunday, January 18, 2009

Małoletnia mama


Joasia przestała karmić Martusię parę miesięcy temu, ale Marianka ma widocznie młodsze niemowlę

Karnawałowo

Przebinice kwitną w ogródku. Połowa stycznia, a śniegu dotąd nie widziały.

Babcia Helena jest niezawodna i niezmordowana w obspacerowywaniu wnuczek



Nie ma to jak wioskowa zabawa. Dicho, balony, malowanie twarzy, wcinanie słodyczy, loteria i prezenty.
Ale tak naprawdę cały karnawał dziewczynki jak dzikie skaczą przy rewelacyjnej płycie od Adama (Taty Chrzestnego) - Arka Noego 'Gadu gadu'. POLECAMY. Świetna muzyka, mądre teksty, radosny szał. Arka ma tani sklepik internetowy: MuzykaDobra.pl
Ba! jak ktoś zna lepszą muzę dla dzieciaków (i nie tylko;) to niech da znać

Friday, January 02, 2009

Hu hu ha! Do siego roku

Na Nowy Rok mgły, mrozy, szadź w górach. Głównie siedzimy w domu katarząc przy kominku, dobrej strawie, Baileysie i rozmowach. Bardzo przyjemny czas, choć na zewnątrz nos wystawiają tylko solidnie zakutani twardziele. Delektujemy się tym wolnym i odpoczynkiem, bo od poniedziałku Joa i Mich do roboty, a już w środę Dziadek Feliks pomyka do Polski.

Słowo daję, Martusia nie do poznania - cud dziecko, aktywny radostek i optymicha na całego! Już byśmy jej tak łatwo nie oddali.