... kolejowa,
... parlamentarna,
i moja ulubiona!
- Czyżby młoda, jeszcze niedoświadczona mama zapomniała najważniejszego!?
- Spokojnie, tu się schowała!
Miewam się świetnie. Dziękuję.
Teraz już we trójkę. Calineczka urodziła się o 23:17, w sobotę 17 czerwca. No i jak to Calineczka, jest drobniutka, ale zdrowa, radosna, głodna snu i Mamy. Joasia była naprawdę niesamowita! Dziecko narodziło się naturalnie, szybko i bez komplikacji.
Dobra, dobra, może i made in England, ale w 100% z naturalnie polskich surowców.
Super-Mama paręnaście minut po porodzie.
Tata radosny, ale i nieco przerażony


Mała i Mama szybko nauczyły się wzajemnej obsługi i juz popołudniu w niedzielę w zasadzie byliśmy gotowi jechać do domu.
No, i zanim zorientowaliśmy się, że to takie ostre, to krew się lała po całym szpitalu...






No to zaczęło się! = skończyło się błogie lenistwo. Potrzeszcze zabrały się ostro do roboty, a więc teraz teren, teren i jeszcze raz teren. Dobrze, że szefowa nie potrafi wcześnie wstawać - mogę codziennie wysypiać się do piątej.
Po paru deszczowych dniach pokazało się błękitne niebo. Joasia pierze i suszy ubranka oraz inny sprzęt Calineczki, którym bawi się jak dziewczynka lalkami. Powoli pakuje się też do szpitala, choć niechętnie, bo jak twierdzi, gdy się spakuje, to zaraz trzeba będzie jechać...
Na obrazku trzmiel rudy, który wraz z innym robactwem pcha się przed obiektyw aparatu i dzioby potrzeszczy, w końcu jakby szykujących się do lęgów.


Witamy w domu. Mieszkamy w samym środku metropoli liczącej jakieś niecale 10 obejść. Domek kamienny, z lokalnego granitu, z którego zbudowana jest cała Kornwalia i wszystkie ważniejsze budynki w UK, w tym nasz ;) , ale też np. Tower Bridge, nowy Scotland Yard, National Museum...
Tutejsze krajobrazy, to udana mieszanka Skandynawi z Hiszpanią. Nie tylko dla nas, bo i niestety dla 80 mln Anglików uwielbiających ten region, są sporą atrakacją.



A oto, po co tu naprawdę przyjechaliśmy. Ten szarobury wypłosz, którego polska nazwa to 'potrzeszcz', jest najbardziej zagrożonym ptakiem w tym rejonie UK. Dlatego RSPB i parę innych organizacji, w tym rządowa DEFRA, głowi się co by tu zrobić, aby polepszyć mu byt. Dobra nasza! :-)
... więc polepszajmy!
Tak wogóle, to zaczęło się dość śmiesznie: "Do 'staticvanu' marsz!". W odróżnieniu od 'caravanu' ten van sie nie rusza i jest na stałe podłączony do wody, gazu i stacjonarnaych wygód, w tym telewizora i kominka. Na szczęście doświadczenie trwało niecałe 5 dni, na samym początku, gdy szukaliśmy sensownego lokum.
Praktyczny przewodnik z cyklu "Polak za granicą": przy choćby powierzchownej znajomości geografii i godzin otwarcia 'karbutów', czyli 'car-boot sales', przeżycie w UK to pestka. Można tu nabyć wszystko, co tylko Anglikom zmieści się do bagażnika, a ceny podawane są w pensach, a nie funtach.
Wybraliśmy się z Czołgami (Michałem i Anią) na ptaki i popołudniowy spacer po angielskich Fens, czyli dawnych bagniskach, a obecnie najżyźniejszych rejonach Wysp. Jest to teren płaski, depresyjny (do 8m poniżej p.m.), wybitnie rolniczy i dość nudny, choć interesującą ma historię. Pocięty jest skomplikowaną siecią kanałów i rzek płynących wyżej niż poziom pól, zmeliorowany przez Holendrów ponad dwa wieki temu i do dziś nazywany New Holland.


Rok temu ślubowaliśmy sobie. Dziś, już niemal w trójkę, cieszymy się bardzo i tamtą, i obecną chwilą.Blog ten został utworzony podczas naszego pobytu za granicą, aby nie rozsyłać zbyt dużo powielających się zdjęć i tekstu przez mejle, czy komunikatory. Wtedy to dzieliśmy się nimi otwarcie, a adresatami były nasze Rodziny i Znajomi. Po powrocie do kraju w zasadzie nie ma potrzeby dalszego utrzymywania bloga, ale od czasu do czasu zamieszczamy zdjęcia i informacje, zwł o naszych pociechach. Zapraszamy serdecznie, Joasia z Marianną, Martusią, Zosią i Michał