Saturday, October 11, 2008

1. urodziny Martusi!


Spokojnie, rodzinnie, w domu. Solenizantka sama zdmuchnęła świeczkę (słowo!)
Tutaj link do postu z zeszłego roku, gdy Martusia się urodziła.


A powyżej próbka martusiowego chodzenia. To było 26go września, więc wyobraźcie sobie jak teraz śmiga! już nie tylko łazi po całym domu, a i w ogrodzie i chętnie wdrapuje się w najdziwniejsze miejsca.

Któregoś przedpołudnia miała fazę na wchodzenie na krzesła. Na szczęście minęło.

Są takie dni, w tym i ten właśnie, kiedy mniej lub bardziej odczuwamy home sick, czyli tęsknotę za domem, rodziną i miejscami, gdzie się wychowaliśmy i które lubimy. Jakoś nam nie w smak zapraszać brytyjskich znajomych na rodzinne święta, a do prawdziwych rodzin i przyjaciół daleko. Dzieli nas nie tyko dystans geograficzny, ale już i nawet czasowy - jesteśmy na wyspach przeszło 3.5 roku. To dystans, który z każdym dniem się powiększa. Na martusiowe urodzinki dostaliśmy więcej karteczek po angielsku niż po polsku i nawet rodzice chrzestni zapomnieli choćby zadzwonić. To drobne znaki, że siłą rzeczy coraz mniej mamy ze sobą wspólnego, coraz mniej wspólnych tematów i problemów. Z drugiej strony coraz bardziej wrastamy tutaj, pomimo biernego oporu, czy mimo częstych różnorakich kontaktów z krajem i 2-3ma wizytami w Polsce rocznie.

Wednesday, October 01, 2008

Jesień zdecydowanie

Tak naprawdę nie są tak utuczone, jak wyglądają na tym zdjęciu ;)
Ale czasem zdaje się, że nabierają zdrowych brytyjskich kształtów, to prawda.

Ktoś tu chyba obgryza paznokcie podczas kąpieli

Parę landszafcików z wyjazdu Micha do Snowdonii (północna Walia) do wglądu na nietylkoptaki.blogspot.com

Grzybów ostatnio niewiele i nie bardzo mieliśmy czas, ale właśnie w Snowdonii trafił się szmaciak gałęzisty. Absolutna rewelacja, fantastyczny smak, mocny grzybowy aromat, ciekawa tekstura, grzyb łatwy i przyjemny w obróbce, duży. Czego chcieć więcej? Drobny szczegół: w Polsce jest chroniony, nieczęsty i nie wolno go zbierać :D

Sunday, September 21, 2008

Tenby, Pembrokeshire (W Wales)

No, w końcu - w Polsce zimno, a za to u nas przyzwoicie ;)
Michał wrócił po tygodniowej nieobecności (praca na północy) i na fali dobrej pogody wybraliśmy się nad morze, do kurorciku Tenby. Marianka twardzielka zaliczyła kąpiel (nie pokażemy tu zdjęć małej naturystki, bo za to tutaj zamykają). Martusia też się rwała, ale nie ryzykowaliśmy.




Walia jest czasem przyjemna, nie da się ukryć. Świetna miejscówka, wygodny domek, dobrzy znajomi i sąsiedzi, karbuty i ogólnie łatwe i tanie życie. Jednak wraz z kończącym się obecnym kontraktem Micha rozważamy najróżniejsze warianty, w tym i powrót do pięknego kraju nad Wisłą(!). Zobaczymy.

I już jesienny widoczek z pobliskiego (od naszego domu) jeziora Llangorse Lake.

Saturday, September 13, 2008

Watch your splashing!

Czyli słońce jeszcze świeci nad tym krajem! Tak, naprawdę czujemy się jakby był to pierwszy słoneczny dzień od jakichś 7 miesięcy.
Jabłka i gruszki dojrzewają, późne maliny, które zasadziliśmy jeszcze 'latem' też dały pierwsze owoce i jest pełno jeżyn, a to wszystko bez wychodzenia daleko, w naszym ogrodzie. Ma ta Walia i pozytywne strony.

Porządki. Marianka czyści swój zapuszczony fotelik samochodowy - poprzyklejane jedzenie, papiery, to i owo - trzeba odmyć. Koszenie trawy, wietrzenie mieszkania i pościeli, masa prania i inne drobne rzeczy, których nie dało się zrobić przez ostatnie długie deszczowe miesiące.

Dzidziuś-Martusia daje nam w kość konkretnie. Tak źle chyba jeszcze nie było, pomimo, że od czasu jej narodzin nie doświadczyliśmy ani jednej w pełni przespanej nocy. Ząbkuje i potrafi ryczeć godzinami. Ostatnio pozwoliła na sen dopiero po 4tej rano. Jakkolwiek przesłodka za dnia, w nocy staje się potworem.

Coraz więcej gaworzy, sama łazi wzdłuż mebli, opróżnia szafki i szuflady, naśladuje gesty, macha pa-pa i przybija 'piątkę'.

Saturday, September 06, 2008

Rydze, prawdziwki, opieńki, podgrzybki

Pewnie, że nudzimy i się powtarzamy: walijskie lato jest do kitu. Deszcze non-stop, powodzie dookoła, pochmurno, pranie nie schnie, trawa rośnie i nie ma kiedy skosić, ogólnie nie ma jak nosa wystawić żeby nie zmókł.
W krótkotrwałych przerwach między deszczem a ulewą udaje się wyskoczyć do lasu. Jest mnóstwo rydzów, są opieńki, jakieś podgrzybki i nawet kilka prawdziwków się trafiło. Prawdziwki suszymy na święta, całą resztę rąbiemy na bieżąco w różnych postaciach - jajecznice, obiadki, marynaty.

Sunday, August 31, 2008

Wizyta Ali

Weekendowo odwiedziła nas Ala z Londynu, wraz ze swoją mamą Gobiszą.
Ala jest zaledwie tydzień młodsza od Marianki, a mamy poznały się dwa lata temu na internetowym forum mam rodzących w czerwcu 2006 i teraz spotkały się po raz pierwszy.




Nie trzeba wyjaśniać, jak obie rówieśnice przepadały za sobą. Autorstwo dwóch poprzednich zdjęć należy do mamy Ali, Gobiszy. Klikając tutaj można obejrzeć ich stronę, a tu link do strony ich własnej księgarni z książeczkami dla dzieci - reklama, a co!

Już praktycznie chodzę

Wstaję, sama stoję bez trzymanki i odrobinę zachęcana robię pierwsze kroki! Dodam, że mam już 10 miesięcy :D

Saturday, August 23, 2008

Festyn w Talybont

Przez chmury przebija się od czasu do czasu słońce, pokazując coraz bardziej jesienny krajobraz. Wrzosy w górach przekwitają, poziomek i malin już nie ma, za to mnóstwo jeżyn i dojrzewają jabłka w ogrodzie. Jerzyki już od nas odleciały i zaczynają żółknąć liście na drzewach.
Nie ma potrzeby tłumaczyć, że lata w Walii w zasadzie nie zaznaliśmy. Nadchodzący już szybko wrzesień bywa tu najpiękniejszym miesiącem i tym się pocieszamy.

We wiosce doroczny festyn. Bieg z ziemniakiem, rzut kaloszem, loteria fantowa, konkursy warzywno-kwiatowe, tańce, itd. Marianka jako najmłodszy uczestnik biegu z ziemniakiem zajęła 4. miejsce - poniżej filmik (trzeba kliknąć na trójkącik 'play').



Można też obejrzeć szkockie pląsy Mamy i Marianki... :).




Saturday, August 16, 2008

Kurki


Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło:
deszcz + las + późne lato = grzyby

Jak ktoś ma dobry przepis na marynatę, to bardzo prosimy o wsparcie

Wednesday, August 13, 2008

Słońca!

W ramach protestu przeciw deszczowym dniom i tygodniom zamieszczamy zdjęcie-przypomnienie sprzed miesiąca, jak to niebo może być niebieskie nad głową. To Talybont Reservoir, zaraz przy naszej wiosce.
Słonecznych nastrojów (i tylko) ciąg dalszy - w końcu uzupełniliśmy post z wyjazdu z Johnem, Zosią i Zoey na plaże północnej Walii (znajdziesz ze 3 posty poniżej, lub kliknij tutaj).
Dzięki za zwracanie uwagi na nasze emigranckie błędy językowe w tym co piszemy :)

Tuesday, August 12, 2008

Z powrotem

To dla Tych, którzy tu zaglądają i nic nowego nie znajdują.
Deszcze walijskie i chmurzyzna z krótkimi przerwami, trochę pracy i potrzeba ogarnięcia się tutaj po wakacjowaniu w Polszcze - drobne to wszystko, ale i tak ciężko znaleźć czas na przejrzenie setek zdjęć i wrzucenie na bloga obrazów z ciekawszych chwil.

W Polsce


Nie ukrywamy, że zawsze cieszymy się przyjazdem do kraju. Każda chwila jest wtedy cenniejsza i za szybko czas ucieka.






Nie spać, zwiedzać!






Przyjazd do Gdańska bez wizyty w Ujściu Wisły jest nieważny

Na gościnie w mazowieckim Piastowie: Staś, Martusia i Marianka

za krótko?! falują się?!