Fotografowanie się w 'dyrektorskim krześle' wcale nie dodaje siły i ochoty - jestem tak samo zdechła i marudna. Od paru dni i nocy jestem zmorą okolicy.
... nawet (niedoszłe) byki omijają mnie łukiem.
Tuż nad dachem
W internetowej wersji Guardiana opublikowany został krótki artykuł o imigracji. Nie tyle sam artykuł, co tocząca się dyskusja była dość ciekwawa - zobacz tutaj.
Najoptymistyczniejszy team na Półwyspie Iberyjskim. Od lewej: Edorta, Alberto, Jose Mari (+ Mich z Marianką). Baskowie pomimo szczytu sezonu na fiesty, z szumiącymi głowami wyrwali się na targi. U siebie powoli, ale skutecznie budują centrum wędrówek ptaków pod Gerniką (link), które mieliśmy okazję odwiedzić w 2004 r.
Jose Mari dość powściągliwie patrzy, jak Marian (w koszulce z Urdaibai) demoluje prezent ze zdjęciem jego córki Izaro.
Trzeba jechać tysiące kilometrów, by spotkać się ze znajomymi ze studiów. Po prawej: Adaś z Kampinosu i Grochu, czyli polska awangarda przyrodniczego publishingu zdobywająca Zachód (tu link).
No, i rekin turystyki przyrodniczej w Polsce, stały bywalec targów, Marek z synem Markiem (link).
Mały Piecu (już nie taki mały!), czyli Ralph
Ciężarówki z dziećmi w piasku: Ania z Joszkiem, Joasia z Marianką
Pomimo skandali podczas tegorocznego Tour de France nie zrażam się do kolarstwa
Zapobiegając weekendowemu gnuśnieniu...
... wybraliśmy się eksplorować okolicę. Tym razem padło na dawną stolicę wyspiarskiej cywilizacji.
Jak to w Anglii, gdzie nie spojrzeć, tam katedra. Oczywiście, jedna lepsza od drugiej, więc i w Winchesterze dobre parę 'naj-' widzieliśmy pod jednym rozległym dachem.

Ale nie będzimy przynudzać przewodnikowymi szczegółami, jak kto chce, niech klika tutaj, a może lepiej tu.
Nam się bardzo ten spektakl światła podoba.
'Nie spać! zwiedzać!'
A za oknem samochodu krajobraz po żniwach
Za oknem pojawiło się troche deszczu, więc jest okazja na nadrobienie zaległości i streszczenie wyjazdu do egzotycznej Polski.
W którym roku Toruń zyskał prawa miejskie? - niech się zastanowię...
Nie taki wilk straszny
Gdańszczanie spacerują
Torunianie wysiadują
Cieszyliśmy się z Anią i Michałem (czyli słynnymi 'Czołgami') na ich wspaniałym weselisku. Jeszcze raz: najlepszego!
Jasiek Zosi i Janka, lat 3 (powyżej) i Jagódka vel Furby, lat 1 (poniżej)
Dwie gracje
Wzbogaciliśmy się o kolejne dzieło sztuki, które jak to zwykle bywa, na pniu zostało wywiezione za granicę: złocona ikona na desce, autorstwa Cioci Ani, dedykowana Mariance. Ramę, chcąc niechcąc, ufundował Dziadek Feliks.
Powrót do przeszłości - poranne mgły nad leśnym jeziorem Suchatówka. To tam, gdzie wciąż powietrze ma inny zapach, a każdy szczegół zadziwia i cieszy.
Blog ten został utworzony podczas naszego pobytu za granicą, aby nie rozsyłać zbyt dużo powielających się zdjęć i tekstu przez mejle, czy komunikatory. Wtedy to dzieliśmy się nimi otwarcie, a adresatami były nasze Rodziny i Znajomi. Po powrocie do kraju w zasadzie nie ma potrzeby dalszego utrzymywania bloga, ale od czasu do czasu zamieszczamy zdjęcia i informacje, zwł o naszych pociechach. Zapraszamy serdecznie, Joasia z Marianną, Martusią, Zosią i Michał